Poradnik: Gotówka czy karta? W jaki sposób zabrać pieniądze za granicę?

Postaram się pokazać, w jaki sposób można z korzyścią dla swojego portfela, bezpieczeństwa i wygody zmienić swoje nawyki płatnicze będąc za granicą.

  1. Gotówka

Możemy kupić przed wyjazdem walutę kraju, do którego się wybieramy – o ile jest to USD, EUR, GBP (funt brytyjski), CHF (frank szwajcarski) czy inna, popularna waluta, np. CZK (korona czeska) w regionach przygranicznych. Jeśli wybieramy się w regiony z bardziej specyficzną, lokalną walutą, typu lira turecka, izraelski szekel, rupia indyjska, lankijska, gruzińskie lari albo emirackie dirhamy i chcielibyśmy ją kupić w Polsce – jej kurs będzie równie egzotyczny, co kierunek wycieczki. Wtedy trzeba kupić euro lub dolary, które wymieni się na miejscu.

Zaczynając jednak od Polski. Gdzie kupić? Nie w banku ani nie w pierwszym lepszym kantorze (szczególnie nie na lotnisku!), gdzie kursy bywają bardzo niekorzystne i jest to częsta sytuacja. Po czym to poznać, nawet nie znając kursu danej waluty? Po spreadzie, czyli różnicy między kursem kupna a sprzedaży. Im mniejsza, tym lepiej, a kantor mniej zarabia. Powinna być to różnica ok. 0,5%, max. 1%. Czyli jeśli kantor skupuje euro po 4,40 zł, to powinien je sprzedawać maksymalnie po 4,44 zł. We Wrocławiu mogę polecić Kantor Cent na ul. Świdnickiej (kursy na www.centkantor.pl).

O ile kupiliśmy w Polsce walutę, której używa się w naszym kraju docelowym – pozostają nam 2 zmartwienia: czy tyle wystarczy oraz jak bezpiecznie poruszać się z nią i przechowywać tę kwotę, np. w pokoju hotelowym bez sejfu czy samochodzie, którym poruszamy się od hotelu do hotelu podczas wycieczki objazdowej. Kwotę szczególnie dużą, jeśli tak zaplanowaliśmy wycieczkę, że np. wydatki na noclegi ponosimy na miejscu.

Jeśli w kraju docelowym używa się bardziej egzotycznej waluty, której nie opłaca kupować się w Polsce, pozostaje jeszcze 3 problem: wymiana na miejscu. Z samą wymianą zazwyczaj nie ma problemu – w kantorze (zazwyczaj najlepiej), w banku (2. wybór) czy w hotelu (najgorzej). Kwestia kursu (dobry wcale nie jest taki oczywisty), a co się z tym wiąże – straconego czasu i uciążliwości poszukiwań najlepszego. Niestety jest to też okazja do padnięcia ofiarą oszustwa, co się zdarza w mniej cywilizowanych krajach. Jeśli więc uda nam się znaleźć dobry kantor i w Polsce i na miejscu – to świetnie, poświęcając wcale nie tak mało czasu i wysiłku zdobędziemy lokalną walutę co najwyżej po… przyzwoitym kursie. Przykład – podczas podróży na Jamajkę ja wypłacałem pieniądze z bankomatu, a znajomy wymienił dolary kupione w Polsce (po najlepszym kursie) na dolary jamajskie na miejscu (po najlepszym kursie, który akurat wszędzie był podobny). Efekt? Waluta znajomego kosztowała 7% więcej, a oprócz tego musiał zastanawiać się ile wymienić, ile już wydał, czy starczy i ciągle szukać kantoru.

  1. Karty płatnicze

Jak tego nie robić?

Z kartami płatniczymi używanymi przed i podczas podróży zaprzyjaźniłem się kilka lat temu. Nie mam jednak na myśli użycia pierwszej lepszej karty złotówkowej do wypłat z bankomatów i płatności kartą za granicą czy płatności w walucie obcej w internecie, co zazwyczaj (jeden wyjątek!) jest bardzo niekorzystne.

Banki przeliczają transakcje dokonane kartą złotówkową w walucie obcej w następujący sposób:

  • Operator płatności podaje kwotę transakcji w walucie lokalnej, np. wypłacamy z bankomatu lub płacimy kartą 10 000 JPY (jenów japońskich) .
  • Organizacja płatnicza (Visa lub Mastercard) przelicza tę kwotę na walutę rozliczeniową karty. Mimo, że kartę mamy w złotówkach, walutą rozliczeniową zazwyczaj jest EUR (89,76 EUR) lub USD (99,24 USD). Rzadko od razu PLN (398,98 zł). Przeliczenie na walutę rozliczeniową następuje po bardzo dobrym, uczciwym kursie.
  • Nasz polski bank przelicza podaną przez Visę lub Mastercard kwotę (89,76 EUR lub 99,24 USD) na złotówki, po odpowiednio niekorzystnym kursie ze swojej tabeli, nawet 5-8% wyższym niż „normalny”, spotykany w dobrych kantorach (fizycznych lub internetowych). A do tego może doliczyć jeszcze 2-5% za przewalutowanie. Jeśli nawet walutą rozliczeniową naszej karty jest od razu PLN i organizacja płatnicza wszystkie transakcje przelicza na złotówki po dobrym kursie, to wtedy bank i tak zazwyczaj narzuca swoje 2-5% prowizji. Więc zarabia na nas w jeden lub drugi sposób albo oba na raz (kurs i prowizja).

W sytuacjach awaryjnych czy przy drobnych wypłatach np. podczas jednodniowej wycieczki do Czech nie ma to dużego znaczenia jaką kartą płacimy, ale jeśli wycieczka jest dłuższa, wymaga płatności kartą w walutach obcych podczas rezerwacji (loty, hotele, samochody), a podczas samej podróży także chcemy używać złotówkowej karty, to przy kwocie 10 000 zł, jest to w skrajnym przypadku kwestia nawet 1000 zł. Uważam, że najrozsądniejszym sposobem oszczędzenia w podróży jest oszczędzanie na tym, co nie ma wpływu na jakość wycieczki, a nie na hotelu czy jedzeniu – i tak jest w tej sytuacji. Co więcej – płacąc kartą w mądry sposób, nie tylko oszczędzamy, ale wręcz poprawiamy swój komfort i bezpieczeństwo.

Jak rozsądnie korzystać z karty płatniczej płacąc nią w walucie obcej w internecie, wypłacając pieniądze i płacąc za granicą?

Możemy wyrobić sobie kartę walutową. W większości banków można wyrobić karty przynajmniej w EUR, USD czy GBP. Każdą z nich płacimy w przypisanej do niej walucie i to nie generuje żadnych dodatkowych kosztów, z konta ściągana jest dokładna kwota transakcji. Coraz więcej banków oferuje kartę wielowalutową, jedną, przypisaną do wielu kont na raz (zazwyczaj podstawowych walut) i z odpowiedniego konta, takiego jak waluta transakcji jest pobierana płatność. Jednak nasz bank może pobierać prowizję za wypłatę z bankomatu za granicą (niestety prawdopodobne), co sprawdzimy w tabeli opłat. Jeśli potrzebujesz tylko tych podstawowych walut, nie będę namawiał do otwierania innego konta.

To jest jeszcze proste. Ale jaką kartą płacić, kiedy potrzebujesz płacić lub wypłacać w bardziej egzotycznych walutach (np. BRL – real brazylijski), jeśli prawie każdy bank dolicza prowizję za przewalutowanie kwoty transakcji (albo do tego oferuje zły kurs) na walutę karty? Konta i karty w tej walucie raczej nie znajdziemy. Zresztą nie ma takiej potrzeby.

Według mnie najlepszym kontem dla osób podróżujących po świecie, zwłaszcza do krajów z inną walutą niż euro czy dolary, to Bank Pekao, czyli Bank Polska Kasa Opieki. Z żubrem, nie ze skarbonką. Do tego za założenie konta można otrzymać 200 zł premii oraz 100 zł za każde polecenie. Więcej o nim piszę tutaj.

O dziwo, w PEKAO nie musimy zakładać konta walutowego ani wyrabiać karty walutowej. Wystarczy konto złotówkowe z kartą, ponieważ transakcje w obcych walutach przeliczane są na USD, a następnie na złotówki, ale oba przewalutowania następują po świetnym kursie Mastercard (do sprawdzenia tutaj), a bank nie dolicza żadnej prowizji. Lepszego kursu nie uzyskacie nigdzie. Do tego transakcja rozliczana jest natychmiast, od razu wiadomo jaki jest ostateczny kurs, nie po kilku dniach.

Jeśli jednak chcemy posiadać konto walutowe, to możemy, choćby dla możliwości przelewów zagranicznych. Karta wielowalutowa (FX, nie trzeba jej mieć, wystarczy zwykła) działa tak, że jeśli płacimy w złotówkach, obciążone zostaje konto w złotówkach. Jeśli w EUR – to konto w EUR, jeśli w USD – to konto w USD, jeśli w GBP – to konto w GBP, jeśli w CHF – to konto w CHF. O ile oczywiście mamy takie konta. Jeśli nie mamy takiego konta lub jest ono puste (bo nie ma sensu go zasilać na potrzeby płatności kartą, chyba że chcemy wysłać przelew walutowy), wtedy zostanie obciążone konto w złotówkach, ale też po świetnym kursie Mastercard. Więc tak jak pisałem – wystarczy konto w złotówkach do płacenia na całym świecie po najlepszym kursie.

Obecnie dla osób poniżej 26 roku życia (Konto Przekorzystne) wypłaty za granicą są nielimitowane i bezpłatne, tak jak i prowadzenie samego konta. Dla osób powyżej 26 roku życia, o ile w poprzednim miesiącu na ich konto wpłynęło jednorazowo min. 500 zł i wykonały jedną transakcję bezgotówkową – także. Jeśli nie spełniły tych warunków – niestety wypłata z bankomatu za granicą to 2%, min. 5 zł. Co dalej daje lepszy kurs niż większość banków. Jeśli konto w PEKAO ma służyć Wam tylko podczas podróży, rozważcie czy to ma sens. Ale nie widzę powodu, żeby nie używać go jako jedynego konta do wszystkiego, o ile nie ma się zobowiązań wobec innych banków, związanych np. z kredytem.

Jeszcze do niedawna najbardziej polecałem konto w Alior Banku (lub Kantorze Alior). I szczególnie kartę w USD. Jeśli płacę w USD, z karty zostają ściągnięte bezpośrednio dolary, tak jak w każdym banku. Nic nowego. Ale jeśli płacę w jakiejkolwiek innej walucie świata (oprócz PLN, GBP, EUR – do tego są osobne karty i użycie karty USD do tych walut daje okropny kurs), Mastercard przelicza kwotę transakcji na USD (walutę rozliczeniową) po bardzo korzystnym kursie i ta kwota zostaje ściągnięta z bezpośrednio w USD (walucie karty). Bez żadnych prowizji za przewalutowanie.

Sytuacja na rynku kont bankowych szybko się zmienia. W zasadzie identycznie jak w PEKAO działa konto mBank Intensive. Jedno konto, jedna karta, bez kantorów. Tyle, że jest płatne 49,50 zł miesięcznie. Bezpłatne dopiero przy 7 tysiącach wpływów miesięcznie lub 100 tysiącach aktywów na koncie.

Należy wspomnieć o jeszcze jednym rozwiązaniu – Revolut, bardzo podobnym do Kantoru Aliora. Tyle, że z jedną kartą podpiętą do wielu kont walutowych. Konto musimy zasilić złotówkami z naszego banku lub podpiąć do niego naszą złotówkową kartę. Poważna wada, to prowizja 2% za wypłaty z bankomatów. W Europie to mniejszy problem, bo prawie wszędzie można płacić kartą (choć np. w Czechach nie koniecznie), ale już w Azji (Tajlandia, Filipiny) płaci się praktycznie tylko gotówką, a do tego bankomaty pobierają swoją, stałą prowizję, nie do uniknięcia. Wtedy wypłata nadal się opłaca i jest lepszym pomysłem, niż wiezienie ze sobą dolarów, ale jeśli Revolut dolicza jeszcze kolejne 2% od siebie, to nie ma sensu. Więc ja się nie zachwycam Revolutem. 🙂 Do tego nie jest to bank i taka karta bywa nieakceptowana w wypożyczalniach samochodów, nawet jeśli inne karty debetowe są akceptowane.

Skąd wziąć walutę obcą na koncie?

W przypadku konta złotówkowego w PEKAO, nie potrzebujemy jej. Choć w serwisie transakcyjnym jest opcja wymiany walut po dość dobrym kursie zbliżonym do kantorów internetowych.

W innych wypadkach kupimy w internecie w 2 minuty, w jednym z kantorów internetowych (np. Walutomat.pl) po bardzo dobrym kursie. Zaletą kantoru Alior Banku (www.kantor.aliorbank.pl) jest natychmiastowa wymiana 24 godziny na dobę dla klientów posiadających w nim swoje konto (przelew wewnętrzny) i darmowe przelewy między kontem a kantorem. Tak jak wspomniałem, można mieć zupełnie niezależne konto i kartę w samym Kantorze Aliora, bez konta w macierzystym Alior Banku.

Korzystając z innych kantorów, trwa to od pół godziny do kilkunastu godzin w zależności od dnia tygodnia, pory dnia i banku – tu nie sprawdzą się konta w niezbyt popularnych bankach, w których kantory internetowe nie mają swoich kont, więc nie realizują szybszych, wewnętrznych przelewów walutowych, tylko musimy czekać 1-2 pełne dni robocze, aż dojdzie przelew walutowy.

Zalety używania właściwej karty płatniczej za granicą:

  • najlepszy możliwy do uzyskania kurs wymiany. Dotyczy to także kursu skupu, gdy coś zostanie zwrócone na naszą kartę np. z powodu anulowania rezerwacji. W takim wypadku płatność pierwszą lepszą kartą złotówkową to niekorzystne (zazwyczaj) przewalutowanie aż 2 razy i możliwość straty nawet kilkuset złotych,
  • szybka, często natychmiastowa wymiana online (w PEKAO nawet nie jest konieczna!), bez konieczności poszukiwań kantoru, dojazdu, straty czasu (tak cennego podczas podróży; nie żartuję: policzcie sobie koszt każdej godziny wycieczki, a wyleczycie się z niektórych pozornych i czasochłonnych oszczędności typu targowanie o złotówkę :)),
  • możliwość wymian (albo nawet brak ich konieczności!) na bieżąco w zależności od zapotrzebowania na gotówkę w trakcie podróży,
  • możliwość częstych, niedużych wypłat, wygodnych płatności kartą (w tym zbliżeniowych), brak konieczności noszenia ze sobą dużej ilości gotówki
  • ogromne ułatwienie organizacyjne w wycieczkach objazdowych po kilku krajach (np. moja kilkuetapowa podróż do Japonii: na Węgrzech forinty, w Turcji liry, w Japonii jeny).

Wady, czyli na co uważać, korzystając z karty płatniczej za granicą?

  • Opłata za wypłatę z bankomatu pobierana przez polski bank. Zależy od tego, jak dobre konto wybierzemy.
  • Opłaty pobierane przez operatora bankomatu. Rzadko się zdarza, ale się zdarza. Zazwyczaj 10-15 zł, oczywiście musimy się na nią wcześniej zgodzić. Żeby ich uniknąć, wybierałbym bankomaty banków, a nie bankomaty sieci (jak Euronet) czy zlokalizowane np. w sklepie. 2 miejsca na świecie, gdzie nie udało mi się znaleźć bankomatu nie pobierającego opłaty za wypłatę to Gwatemala i Tajlandia. Opłata ma jednak charakter stały, nie przekreśla sensu wypłaty (biorąc pod uwagę najlepszy kurs), jednak wtedy lepiej wypłacać większe kwoty mniejszą ilość razy.
  • Próba przewalutowania transakcji przez operatora bankomatu lub płatności (np. w sklepie czy w internecie). Niektóre zagraniczne banki czy firmy (np. Ryanair) są sprytne i po wykryciu, że nasza karta jest z Polski (nawet jeśli jest walutowa, o czym nie wiedzą), próbują przechwycić korzyści naszego banku z przewalutowania, proponując nam przeliczenie transakcji na złotówki już w momencie płatności czy wypłaty. Ciężko na oko stwierdzić, jaki kurs proponują, jeśli w bankomacie lub na terminalu mamy do wyboru 76,89 euro albo 361,38 zł, a kurs pod spodem przedstawiono tak: 1 PLN = 0,2128 zł. A jaki to kurs? 1 euro = 4,70 zł. Tego raczej nie chcemy.
    Jeśli mamy kartę walutową, należy zawsze bankomatowi lub terminalowi odmówić (wybór: Pay in EUR czy innej walucie lokalnej, Continue payment in EUR, Would you like to pay in PLN? No, thanks). Inaczej dojdzie do bezsensownego przewalutowania (załóżmy, że płacimy w euro): EUR -> PLN (przez operatora) -> EUR (przez nasz bank), którego efektem będzie okropny kurs.
    Jeśli płacimy kartą złotówkową (jakąkolwiek), prawdopodobnie kurs naszego banku będzie i tak lepszy, więc także odmówmy przewalutowania w momencie płatności. A jeśli to karta PEKAO, to kurs będzie świetny, więc tym bardziej musimy odmówić przeliczenia.
  • Nawet w krajach rozwijających się rzadko się to zdarza, ale także się zdarza. Niektóre bankomaty nie chcą przyjąć naszej karty albo czasem płatności w sklepie nie przechodzą. Nie zdarzyło mi się jednak, żeby takie pojedyncze przypadki zdezorganizowały wycieczkę. Bo nawet na Kubie nieliczne bankomaty działają normalnie, oprócz tego, że nigdzie nie są akceptowane karty amerykańskich banków (w tym Citibanku). Warto mimo wszystko posiadać awaryjnie też inną kartę, innego banku. Chyba, że lecimy np. do Iranu, to i to nie pomoże… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *