fbpx

Minorka

👍 Wypoczynek na wyspie, która w całości jest rezerwatem biosfery UNESCO,
👍 Plażowanie na kameralnych, niemal nietkniętych ręką człowieka plażach z błękitną wodą i białym piaskiem, bez leżaków, bez barów, nie 2 metry od ulicy, lecz prędzej kilometr leśną ścieżką od parkingu,
👍 Spacer wśród dzikiej przyrody w rezerwacie s’Albufera des Grau z lagunami i mokradłami,
👍 Zwiedzanie zabytkowej części dawnej stolicy Ciutedella i obecnej stolicy Mao,
👍 Dla miłośników archeologii – ślady kultury talajockiej, w tym słynne ruiny talayot

Zainteresowany? Zapytaj o ofertę dla siebie!

Zabytki i atrakcje

Ciutadella

Dawna stolica Minorki. Najbardziej klimatyczne miasto z całkiem dużą zabytkową częścią, wśród której góruje katedra. Znajdziemy tu także targ rybny, no i oczywiście wiele kawiarni i restauracji.

Mao (Mahon)

Aktualna stolica Minorki. Część zabytkowa nie jest zbyt duża, ale warto się po niej przejść. Znajdziemy tu targ rybny, który w połowie zajmuje strefa gastronomiczna, dzięki której możemy spróbować świeżych owoców morza.

Na obrzeżach stolicy znajduje się najważniejszy z obiektów dawnej kultury talajockiej, Trepuco, datowany nawet na 1200 r. p.n.e. Na osób niezainteresowanych archeologią nie zrobi szczególnego wrażenia, ale jako że jest to bardzo łatwo dostępny zabytek, dlaczego tam nie zajrzeć. 😊

Chwilę jazdy od Mahon znajdziemy też uroczy port Cales Fonts w Es Castell.

Fornells

To mała miejscowość z kilkoma bielonymi uliczkami, idealna na krótki spacer i poranną kawę. Tutaj można wypożyczyć także motorówkę do opłynięcia północnego wybrzeża i dotarcia do odludnych plaż. Na najmniejsze modele (do ok. 6 osób) nie trzeba mieć uprawnień, koszt to ok. 200-250 euro za dzień.

El Toro

To najwyższy szczyt Minorki, wznoszący się 358 m n.p.m. Znajduje się na nim sanktuarium Mare de Déu del Toro i resztki ruin klasztoru pielgrzymkowego augustianów z XVII wieku. Zobaczymy stąd panoramę całej wyspy, a nawet Majorkę (od strony północno-wschodniej). Co do panoramy Minorki, jest o tyle ciekawa, w odróżnieniu od innych wysp, że wyraźnie odznaczają się niewielkie i niezbyt liczne miasteczka, a wszystko oprócz nich to dzika przyroda. Nie ma zbyt wielu pól uprawnych czy pojedynczych domów. To mi się podoba.

Jaskinia Cova des Coloms

Zupełnie nieturystyczna, dzika, niestrzeżona jaskinia. Dojście wśród dzikiej przyrody (ok. 20 minut) jest atrakcją samą w sobie. Na szlaku spotkamy nielicznych turystów. Będąc w tych okolicach, warto zahaczyć o plażę Binigaus w okolicy.

Plaże północnego wybrzeża (od zachodu do wschodu)

Piasek na plażach północnych jest złocisty, bardziej pomarańczowy, nieco grubszy, trochę jak nad oceanem, z kolei na plażach południa bielszy i bardziej mączysty, tak jak na Majorce. Co zaskakujące, mimo że to plaże południowe wydawałyby się atrakcyjniejsze, z naszych doświadczeń, jak i doświadczeń innych opisanych na Mapach Google, wynika to, że na południowym wybrzeżu czasami spotkać można dużo glonów, zarówno w wodzie, jak i na plaży, czasem o niezbyt przyjemnym zapachu. Taki urok naturalnych plaż.

Es Tancats – Algaiarens oraz Platja des Bot

Są to dwie plaże oddzielone skałą, którą można obejść od tyłu. Druga plaża jest jeszcze bardziej kameralna, ponieważ wymaga kilku chwil dłużej, by do niej dojść. Dostęp z parkingu jest prosty, kilka minut spaceru płaską ścieżką.

Cala del Pilar

Do tej pięknej plaży niestety nie mieliśmy możliwości dojechać, ponieważ parking był pełny i na samym początku prowadzącej do niego drogi, stał „kierujący” ruchem, niepozwalający na wjazd. To się zdarza na Minorce, nawet w połowie września, co mnie trochę zdziwiło. Wiem jednak, że do plaży z parkingu jest ok. 40 minut drogi wśród dzikiej przyrody, co jest także atrakcją samą w sobie.

Platja de Cavalleria

Bardzo ładna plaża z prostym dostępem do niej, kilka minut i kilkanaście schodów od parkingu. Przy okazji można pojechać samochodem kawałek dalej i zobaczyć latarnię morską Far de Cavalleria znajdującą się na końcu półwyspu.

Arenal d’en Castell

To plaża w typowym kurorcie, w którym mieszkaliśmy. Nie warto przyjeżdżać do niej specjalnie, ale do wypoczynku np. po podróży, jest naprawdę fajna. Oprócz „głównej”, długiej plaży, jest także bardziej kameralna zatoczka po stronie zachodniej, a już najpiękniejsza dla mnie jest zatoczka Na Xeringa kawałek dalej, po drugiej stronie. Tam plaża jest kamienista, a bardziej głazowa, ale kolor wody i kameralność w tej zatoczce są cudowne.

Parc Natural de s’Albufera des Grau i Platja Es Grau

W parku, na który składają się laguny i mokradła, wyznaczono 3 ścieżki piesze. Oto mapa (link). Jedną z nich można dojść do plaży Es Grau (można też podjechać prawie na samą plażę, do samego miasteczka Es Grau), jednak plaża ta, uznawana za jedną z lepszych, być może przez pochmurną pogodę, mocno nas rozczarowała. Jest bardzo wąska i przypominała bardziej jezioro.

Platja Sa Mesquida

Bardzo przyjemna plaża, do której nie trzeba daleko iść.

Plaże południowego wybrzeża

Platja Binigaus

Świetna plaża oddalona od parkingu (w Sant Tomas) kilka minut spacerem drewnianą kładką przy brzegu morza.

Cala Mitjana

Bardzo ładna plaża oddalona od parkingu o 20 minut spacerem. Niestety podczas naszej wizyty dość zatłoczona. Woda była czysta i miała piękny kolor, jednak glony wyrzucone na brzeg trochę śmierdziały. Z tej zatoczki można pójść na wschód i dotrzeć do plaż takich jak: Cala de Trebaluger, Cala Fustam, Cala Escorxada.

Cala en Turqueta

Podobna plaża jak Cala Mitjana, także ok. 20 minut spacerem od parkingu, jednak z dość dużą ilością glonów w wodzie przy brzegu. Do tego trafiła się nam pochmurna pogoda, mimo której i tak było gorąco.

Restauracje

Jeśli chodzi o restauracje, jest względnie drogo. Dwoma perełkami, jakie znaleźliśmy, były restauracje  z menu del dia, które bardzo chwaliłem przy okazji podróży po północnej Hiszpanii.

Wgłębi lądu, w miejscowości Es Mercadal, przez którą nie raz się przejeżdża, zwiedzając wyspę, znaleźliśmy Restaurante las Vegas (link). Menu del dia, jak zawsze składające się z pierwszego dania, drugiego dania, deseru, wody i wina, kosztuje 14 euro od osoby. Dania dnia (3-4 do wyboru) są wypisane na tablicy kredowej, więc zapewne zmieniają się codziennie. Typowo hiszpańskie, gwarne miejsce, jakich zawsze szukam. Typowo turystyczne restauracje mają banalne menu (chicken filet, pork filet, beef filet…), wyższe ceny i bardzo przeciętną jakość (a jakość burgerów wręcz fatalną).

W tej restauracji zjedliśmy paellę w wersji makaronowej, czyli fideua oraz flądrę, co do której byliśmy w szoku, kiedy przetłumaczyliśmy sobie jej nazwę z hiszpańskiego. Pyszne.

W dawnej stolicy, Ciudatelli, znaleźliśmy Ca n’Angela (link). Tu menu del dia o takim samym składzie (2 dania, deser, wino, woda) kosztuje w tygodniu 11 euro, a w weekendy 12,50 euro. Wybór jest na stałe wśród tych samych, bardzo licznych pozycji. Pierwsze zdjęcie to płaszczka. Za dopłatą 3 euro można zjeść coś droższego, typu mątwę (drugie zdjęcie; smak jak kalmary). Gdzie indziej samo takie danie główne kosztuje 16 euro. 😊

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *