fbpx

Kalabria

👍 urzekające śródziemnomorskie miasteczka: Tropea, Scilla, Cosenza
👍 opuszczona kamienna wieś na skale Pentedattilo
👍 parki narodowe zarówno dla spacerowiczów, jak i wytrawnych wędrowców
👍 pyszna, prawdziwie włoska kuchnia
👍 piękne plaże i niewiele turystów

Zainteresowany? Zapytaj o ofertę dla siebie!


Kalabria – najbardziej wysunięta na południe część włoskiego kontynentu. Tuż obok Sycylii i cieśniny Messyńskiej. Czasem na horyzoncie widać Etnę. Nazwa brzmi ładnie, ale mało kto tam był. Nawet mój dość obszerny przewodnik po Włoszech Michelin potraktował ten region bardzo bez serca, poświęcając mu kilka stron i nie wymieniając tego, czym ja się tu zachwyciłem. Nie ma tu masowej turystyki i resortów all-inclusive z kompleksem 10 basenów i aquaparkiem. Raczej niewielkie, lecz bardzo przyjemne hotele z typowo włoską, pyszną kuchnią i głównie typowo włoskimi gośćmi. Turystów zagranicznych w Kalabrii jest niewielu. I wszystko to sprawia, że jest to autentyczny, prawdziwie włoski, wspaniały region i do odpoczynku, i do zwiedzenia. Bo jest co zwiedzać. Ale wiedzę o tym czerpałem z artykułu na Onecie. Nie jest to wydmuszka turystyczna niewiele mająca już wspólnego z prawdziwym życiem. Wróciłem zachwycony.

Skąd pomysł akurat na Kalabrię? Miałem do dyspozycji cały miesiąc, w trakcie którego chciałem gdzieś okazyjnie polecieć. Jednak last-minute z biur podróży, na które liczyłem, będąc gotów wylecieć nawet za 15 godzin z dowolnego miasta w Polsce czy Niemczech, w dowolnym kierunku, w tym sezonie niestety polegało na tym, że oferty znikały albo drożały. I przerobiłem to z wieloma moimi klientami. Czekanie równało się wyższej cenie lub zniknięciu oferty. Miałem do dyspozycji cały miesiąc i nie znalazłem nic ciekawego. Poszukałem więc tanich lotów w miejsca, gdzie jeszcze nie byłem, zobaczyłem w jakiej cenie są hotele i decyzja została szybko podjęta. Mój wyjazd do Kalabrii (z samochodem w cenie) złożyłem sobie taniej niż kupowana „lastminute” Grecja i słabe 2* studio. Już po zaplanowaniu Kalabrii dalej sprawdzałem jak mają się oferty lastminute i było tylko gorzej. Więcej o lastminute i dobrym momencie na zakup wycieczki mówię w tym wideo. 😊

Dzień 1, 19 sierpnia 2019 r.

Po porannym locie z Berlina wylądowaliśmy na lotnisku w Lamezia Therme. International Airport „pisało”. To znaczy, że wylądowaliśmy na prowincji. 😊 Lotnisko było dość stare i w śmiesznym, jakby modernistycznym stylu lat 70., ale przy niewielkim ruchu nie miało to większego znaczenia. Przed odbiorem samochodu zjedliśmy w ogródku kawiarni z widokiem na góry „calzone frito”, czyli smażony pieróg z serem i szynką w środku, popijając go cafe freddo. Czyli typowo włoską kawą mrożoną. Nie jest to ogromne frappucino z kruszonym lodem czy americano z kostkami lodu, a mocno schłodzone i słodzone espresso albo dosłownie – zamrożone, słodkie espresso, bez dodatkowej wody.

Odebraliśmy samochód, Citroena C3 wyprodukowanego w tym roku i przebiegiem 7000 km. Oczywiście w cenie niższej niż rower. Za to uwielbiam wypożyczalnie. Pokonaliśmy drogę do hotelu w nieco ponad godzinę, po drodze zachwycając się widokami, przestrzenią, ciszą i pustą drogą. Początkowo była to autostrada – przez Kalabrię biegnie jedna, nie tak blisko morza, a później już drogi lokalne, z większym kolorytem.

Zameldowaliśmy się w hotelu. Wybrałem najtańszy hotel w Kalabrii w naszym terminie z 2 posiłkami dziennie: Park Hotel Capo Vaticano. Był dość wiekowy, ale czysty, wygodny i z pysznym jedzeniem. Do tego z własną, niezatłoczoną plażą bezpośrednio przy nim oraz leżakami i parasolami za darmo. Na tym akurat bardzo nam nie zależało, ale należy docenić, że gdzie indziej to 15-20 euro dziennie za komplet: 2 leżaki + parasol. Do bagażu podręcznego 40x20x25 cm ciężko spakować swój parasol, a bez niego spalenizna gwarantowana. 😊

Kolacja była a’la carte. Każdego dnia wybierało się z 3 przystawek i 2 dań głównych to, co będzie się jadło kolejnego dnia. Do tego bufet sałatkowy i deser. Zarówno mięsa, jak i owoce morza były bardzo dobre. Nawet śniadania jak na południowo-włoskie były dobre. Croissant, do tego dżemy, chleb, mortadella (typowo włoska), ser i pyszna kawa.

Dzień 2, 20 sierpnia 2019 r.

Po śniadaniu pojechaliśmy do Tropei, najbliższej atrakcji od hotelu. Miasto zgodnie z oczekiwaniami okazało się przepiękne. Bez problemu z parkowaniem, bez wielkich tłumów, z pięknymi widokami na morze i góry, jakby malownicze uliczki to było za mało. Ogromne tiramisu na głównej ulicy starego miasta za 4 euro to też istotny walor. 😊 Już wcześniej wzdłuż dróg, jak i wtedy, na starym mieście w Tropei zauważyliśmy suszące się małe papryczki. Towarzyszył im bardzo mięsny zapach salami. Myślałem, że są ozdobą sklepu, w którym sprzedają różne mięsne wyroby, ale nie – sprzedawali tam tylko przyprawy. A to te papryczki właśnie pachną, i jak się później okazało, nawet smakują jak salami.

Po zwiedzeniu Tropei pojechaliśmy na plażę Spiaggia Michelino. Tu z parkowaniem było trochę gorzej, zostawiliśmy samochód nieco wyżej, w mieście jakieś 10 minut drogi od wejścia, a raczej zejścia na plaże. Bo nawet parkując bliżej, do przejścia jest kilkaset schodów w dół. Plaża była bardzo ładna, tylko nieco zatłoczona. Ale za to piwo Peroni było doskonałe w tę pogodę.

Wracając do hotelu zahaczyliśmy jeszcze zbadać jak wygląda plaża Spiaggia di Grotticelle, ale mniej przypadła nam do gustu.

Dzień 3, 21 sierpnia 2019 r.

Tego dnia zrobiliśmy sobie najdłuższą wycieczkę. Pierwszym punktem trasy była Scilla. Piękne miasteczko wznoszące się na skale. Zjedliśmy tam pyszną i tanią pizzę w bardzo głośnym lokalu: Mordi e fuggi.

Później zatrzymaliśmy się w stolicy regionu: Reggio di Calabria. To już całkiem duże miasto, z eleganckim starym miastem ciągnącym się wzdłuż deptaku Corso Giuseppe Garibaldi. Jednak to nie to samo co niewielkie nadmorskie miasteczka.

Ostatnim punktem trasy była opuszczona, kamienna wieś, wybudowana na stromej skale – Pentedattilo. W ciepłym świetle powoli zachodzącego słońca prezentowała się niesamowicie. Nie mogłem przestać robić kolejnych, takich samych zdjęć.

Dzień 4, 22 sierpnia 2019 r.

Dzień odpoczynku na plaży i czytania. Nasz hotel leżał w zatoczce bez fal, więc można było spokojnie rekreacyjnie popływać jak w basenie. Na obiad poszliśmy do pizzerii w okolicy: Ristorante Paradise i wiedzieliśmy, że w kolejne dni też tu przyjdziemy.

Dzień 5, 23 sierpnia 2019 r.

Tego dnia wybraliśmy się do Cosenzy. Kiedy zaparkowaliśmy przy Starym Mieście, widok na nie nas zachwycił. Coś niesamowitego. Ale najpierw poszliśmy do bardzo lokalnej restauracji A Cantina cosentina, bez menu. Pani przychodzi i mówi co można danego dnia zamówić. Jeszcze przed zamówieniem każdy dostaje koszyk chleba z pastą ze wspominanych wcześniej papryczek oraz karafkę wody. Pikantna pasta była niesamowita. Smakowała jak pasta z salami. Bardzo intensywny smak, który dopiero po chwili daje znać o swojej ostrości i intensywności. Zamówiliśmy dwa typy makaronów. Jeden właśnie ze wspomnianą pastą. Dobre i niedrogie dania. Za wszystko zapłaciliśmy 15 euro.

Wkroczyliśmy do Starego Miasta. Sprawiało wrażenie nie tyle wyludnionego o tej godzinie, co w ogóle opuszczonego, sądząc po niektórych zakurzonych wystawach i lokalach. Niesamowity klimat.

Później pojechaliśmy do Parco nazionale della Sila, a konkretnie na jeden z jego szlaków: I Giganti della Sila, czyli półgodzinną pętlę wśród ogromnych drzew. Na więcej niestety nie starczyło czasu.

Dzień 6, 24 sierpnia 2019 r.

Odpoczynek, plaża, czytanie, pizza.

Dzień 7, 25 sierpnia 2019 r.

To samo.

Dzień 8, 26 sierpnia 2019 r.

O 3 w nocy musieliśmy wyjechać na poranny lot. Przy tankowaniu samochodu do pełna przed lotniskiem, zrobił nam niespodziankę. Pistolet odbijał, a bak był pełny w 7/8, nie 8/8, jak być powinien. Po przejechaniu krótkiego odcinka nic się nie zmieniło. Wróciłem na stacje, dotankowałem na siłę jeszcze kilka euro po kropelce, ale to samo. Ponieważ o 4:30 wypożyczalnia była jeszcze zamknięta i nie było komu tego wyjaśnić, napisałem kartkę i zostawiłem 2 rachunki za ostatnie tankowania. Nie było problemu, po wylądowaniu w Berlinie po 8 rano dostałem mailem finalny rachunek z wypożyczenia z rozliczeniem „0 euro”. Tak samo nie naciągnęli nas na żadne szkody, mimo że sprawdzali samochód już bez naszej obecności. Nie raz oddawałem w ten sposób. Niektórzy przesadzają ze swoimi obawami w takich przypadkach. Zdjęcia po zwrocie na wszelki wypadek zrobiłem, ale tak czy inaczej, mam zewnętrzne ubezpieczenie za grosze, które pokryłoby wszystkie ewentualne szkody – z mojej winy, z winy anonimowego sprawcy czy nawet wymyślone przez wypożyczalnie. Więcej piszę o tym w moim poradniku.

Podsumowując, gorąco polecam Kalabrię. Można poczuć się tu jak ktoś, kto coś odkrywa w czasach, kiedy podróżowanie nie jest jeszcze popularne. A nie jak jeden z tysiąca śledzi w fabryce odpoczynku i królestwie kiczu. I co ciekawe – wcale nie jest tu drogo. Odpowiednio wcześniej zorganizowana wycieczka do Kalabrii może konkurować z dużo mniej atrakcyjnymi, masowymi kierunkami, które w tym sezonie (2019) były bardzo drogie.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *