👉 pływające targi i targ na torach w okolicach Bangkoku
👉 krótki wypad z Bangkoku na małą Koh Samet z rajską plażą
👉 dawna stolica Tajlandii: Ayutthaya z niekończącymi się kompleksami świątyń
👉 wędrówka w Parku Narodowym Khao Yai w poszukiwaniu dzikich zwierząt
👉 najsłynniejsze świątynie na świecie: Angkor Wat w Kambodży, a przy okazji odpoczynek w bardzo przyjemnym Siem Reap
👉 Jezioro Tonle Sap, pływająca wioska Kampong Phluk i długi rejs z Siem Reap do Battambang. Takiego życia nie widzieliście nigdzie indziej.
👉 Luang Prabang w Laosie ze świątyniami, punktami widokowymi i wodospadami
👉 Muang Ngoy – wioska na końcu świata, do której dociera się łodzią
👉 relaks w mniej znanych miejscach w okolicach Phuket – Ko Kho Khao i Koh Yao Yai
Zainteresowany? Zapytaj o ofertę dla siebie!
Za dużo czytania?
Zobacz relację na Instagramie:
Część I
Część II
Część III
Część IV
Część V
Część VI
Dzień 1 – 5 grudnia 2025 r. – wylot z Wrocławia
Korzystając z mil w programie Miles and More, zebranych dzięki karcie kredytowej z Żubrem w Banku Pekao – bo zbierając je za loty trzeba byłoby chyba latać co tydzień na dalekich trasach, żeby cokolwiek zebrać – a także jeszcze niskiego sezonu na początku grudnia, udało mi się wylecieć wygodnie i niedrogo z Wrocławia do Bangkoku. Tylko z jedną przesiadką w Monachium, gdzie przesiadłem się na pokład legendy, największego samolotu pasażerskiego świata Airbusa A380. W środku widać, że ma już swoje lata. Skromne, małe ekraniki z rozrywką pokładową. A co do przestrzeni i wygody, cóż, każda klasa ekonomiczna jest niewygodna i różnice w ilości miejsca między liniami i konkretnymi samolotami są niewielkie.
Dzień 2 – 6 grudnia 2025 r. – przylot do Bangkoku
Była to moja druga wizyta w Bangkoku i tym razem był jest on dla mnie celem samym w sobie. Pierwsza wizyta opisana jest w relacji tutaj. Po przylocie odpocząłem i wybrałem się jedynie na grillowane kalmary, zupę tom yum, a wieczorem do Chinatown na omlet z ostrygami, tak samo jak 3 lata wcześniej.
Dzień 3 – 7 grudnia 2025 r. – pływające targi: Damnoen Saduak, Amphawa i targ na torach Maeklong Railway Market
Nie są to atrakcje, które koniecznie trzeba zobaczyć podczas pierwszej wizyty w Bangkoku, ale chciałem mieć chwilę przed dalszą podróżą na zaklimatyzowanie się i pogodowe i czasowe, a jednocześnie nie zwiedzać tego, co już widziałem, więc postanowiłem zobaczyć coś nowego i wybrać się tam Grabem (czyli azjatyckim Uberem). Trochę ponad godzina jazdy z Bangkoku.
Pierwszy był Damnoen Saduak, najpopularniejszy i niektórzy by napisali najbardziej komercyjny, pod turystów. No cóż, to prawda, ale mimo wszystko uważam go za najciekawsze miejsce. Nie zawsze to co „wyszukane”, mniej popularne, jest automatycznie dużo ciekawsze, a to co „turystyczne” zasługuje na wzgardzenie i pominięcie (tak jakbyśmy sami nie byli turystami). Targ ma część i dostępną suchą stopą, jak i tą wodną, do której zwiedzenia trzeba wynająć łódkę.
Drugim punktem był Maeklong Railway Market, targ na torach. Ciekawe miejsce. Pociąg przejeżdża faktycznie bardzo blisko, a nawet nad niektórymi towarami, handlarze mają doświadczenie co należy zabrać z jego trasy, a co jest na tyle niskie, że może zostać nietknięte przez pociąg.
Trzeecim punktem dnia był Amphawa Floating Market. Dużo mniejszy niż poprzedni, bardziej nazwałbym go targiem nad rzeką, po obu stronach mostu. Zwiedzić można go w kilka chwil, ale jak można urozmaicić tę wizytę – wybierając się na rejs łódką po okolicznych świątyniach, z przystankami. Choć świątynie nie są szałowe, to rejs jest stosunkowo długi. Za to tani, bo przy zebraniu pełnej łodzi wychodzi jakieś 5 zł od osoby. To faktycznie jest mało turystyczna atrakcja, przynajmniej wśród turystów zagranicznych, byłem jedynym. 😊 Ale czy super? Nie jest to punkt obowiązkowy, zdecydowanie.
Dzień 4-7 – 8-11 grudnia 2025 r. – Koh Samet
Na tę małą wyspę można dostać się prosto, autobusem z Bangkoku. Turystyka koncentruje się na północnym-wschodzie wyspy, na południe od przystani. Główna plaża Sai Kaew Beach faktycznie jest dość komercyjna, z dużą ilością restauracji i barów, ale już kawałek dalej za nią, jest przyjemna plaża, przy której wybrałem mój hotel Samed Villa Resort. Idealny balans między dostępnością restauracji, masaży, a spokojem.
W trakcie pobytu wybrałem się na spacer plażą na południe, raz plażą a raz skałami, schodząc tak niemal 3/4 wyspy. Nawet skuter nie jest tu potrzebny. A poza tym, jak to w Tajlandii – smoothie, masaże i dobre jedzenie. 😊
Dzień 8 – 12 grudnia 2025 r. – droga do Ayutthaya
Ten dzień spędziłem w drodze do Ayutthayi, dawnej stolicy Tajlandii. Tam jeszcze nie byłem, więc podczas trzeciej wizyty w Tajlandii wypadałoby. Z hotelu do przystani, następnie na ląd, autobus do Bangkoku i autobus do Ayutthai. Tanio, sprawnie, nie bardzo wygodnie, ale przyzwoicie.
Dzień 9 – 13 grudnia 2025 r. – zwiedzanie Ayutthayi
Głównym celem wycieczek do dawnej stolicy jest zwiedzanie kompleksów świątyń, rozrzuconych na ogromnym terenie. Określenie Małe Angkor Wat to duża przesada, ale będąc w Tajlandii po raz kolejny albo na dłużej, dlaczego nie odwiedzić?
Tego dnia w mieście odbywał się uliczny festiwal, nie wiem do końca czego dotyczył, ale jak to w Azji, wszystko zawsze wiąże się z jedzeniem. 😊
Dzień 10 – 14 grudnia 2025 r. – Park Narodowy Khao Yai
Zamówiony na 5.45 do hotelu transfer, jak to w Azji, oczywiście był punktualnie, tzn. 15 minut wcześniej (a zdarzało mi się, że i 30 minut). Niecałe 2h jazdy nowym, elektrycznym samochodem do Pak Chong. Tam startowała moja wycieczka po Parku Narodowym Khao Yai. Oczywiście po zjedzeniu śniadania w pensjonacie, który tę wycieczkę organizował. Poranek był dość chłodny, zwłaszcza na pokładzie otwartego songthaew, czyli pick-upa z zabudową do przewozu pasażerów.
Wycieczka składała się z postojów w wielu różnych miejscach, wypatrywaniu przez lunetę ptaków, małp – o to było prosto, słoni (tych się akurat nie udało), oczywiście lunchu i tylko jednego trekkingu, ok. 1,5h chodzenia. Więc mogłoby być tego więcej. Wycieczkę da się zorganizować także samodzielnie, zgodnie ze swoimi preferencjami, docierając do siedziby parku i wynajmując strażnika parku na wybrany przez siebie szlak, jest ich wiele.
Wieczorem wróciłem do Bangkoku pociągiem, napędzanym silnikiem diesla, marki Daewoo, tej co samej która produkowała Matizy i Lanosy. 😊 W oczekiwaniu na pociąg, zdążyłem jeszcze zjeść sushi w okolicy. Dostępność wielu kuchni w zasięgu krótkiego spaceru to ogromny plus Tajlandii i ogólnie Azji.
Dzień 11 – 15 grudnia 2025 r. – lot do Kambodży (Siem Reap)
Poranna pobudka w hotelu przy lotnisku, Grab na lotnisko, śniadanie na lotnisku, boarding i po krótkim locie wylądowałem w Kambodży, na nowym, międzynarodowym lotnisku. Duże i przyjemne, z zaledwie kilkoma samolotami stojącymi na płycie. Wypłata lokalnej waluty z bankomatu i za minutę już byłem w moim tuk-tuku, zamówionym przez niezastąpioną aplikację Grab. Przestrzeń i spokój, słońce, ale nie ogromny upał, spodobało mi się.
Zameldowałem się w hotelu, zjadłem coś w okolicy i niedługo później podjechał po mnie busik na wycieczkę po Jeziorze Tonle Sap i pływającej wiosce Kampong Phluk. Przewodnik był niesamowicie energiczny, sympatyczny i życzliwy, zapamiętał imiona wszystkich z wycieczki i faktycznie ich używał w trakcie. Mówił, że skoro wycieczka liczy 14 osób, to każdy będzie miał 13 nowych znajomych. No cóż, bardzo płonne nadzieje, o ile jeszcze starsze Amerykanki, które były w busie były w miarę kontaktowe i sympatyczne, to już młodsi z Europy Zachodniej wsiadali do busa bez żadnego spojrzenia na kogokolwiek czy hello, by w swoim gronie zachowywać się głośno i absorbując uwagę innych interakcjami w swojej grupie. W tym miejscu chcę napisać, że podczas prawie miesięcznej podróży przez Tajlandię, Kambodżę i Laos, najmniej sympatycznymi ludźmi jakich spotykałem, byli zachodni turyści. Korzystałem z różnych środków transportu, w tym busów, z różnymi współpasażerami. Gdybym mógł wybierać, zawsze wolałbym podróżować z Azjatami. Skromni, cisi, spokojni, nie robiący wokół siebie zamieszania i hałasu, czyści. Bez skwaszonej twarzy i pretensjonalnej osobowości.
Dotarliśmy do przystani i przesiedliśmy się na drewnianą łódź. Niedługo później minęliśmy wioskę Kampong Phluk, by później dopłynąć na skraj bardziej „otwartego” jeziora Tonle Sap, które wygląda jak morze, nie widać drugiego brzegu. Jego rozmiar i głębokość silnie zależy od pory. W okresie, w którym byłem, wody było jeszcze dużo po porze deszczowej, ale zaczynało jej ubywać, spływała do Mekongu. Dodatkową atrakcją był rejs małą łódką po lesie namorzynowym. Na zachód słońca wypłynęliśmy na „pełne morze”, a bardziej jezioro i wróciliśmy do busa, kiedy było już zupełnie ciemno.
Wieczorem przeszedłem się po Siem Reap i byłem zaskoczony, jak przyjemne, ładne i czyste jest to miasto. No i bezpieczne, to akurat w tym regionie Azji, oczywiste. Sytuacja na granicy i walki z Tajlandią w tym czasie, były mi znane tylko z polskich mediów, tutaj, z dala od granicy, nie zmieniło się nic. Zawsze zalecam rozsądne podejście do krzykliwych nagłówków w mediach.
Dzień 12 – 16 grudnia 2025 r. – zwiedzanie Angkor Wat
Angkor Wat, kompleks świątyń wpisany na listę UNESCO, jeden z najbardziej znanych na świecie, sam w sobie obejmuje duży obszar. Ale w okolicy jest jeszcze wiele innych ciekawych świątyń. Stąd dobrym pomysłem jest wynajęcie roweru, by przemieszczać się między nimi. Ruch jest spokojny, jeździ się przyjemnie, uważam, że to dodatkowa atrakcja i urozmaicenie. Mi stosunkowo szybkie zwiedzenie większości świątyń, zaczynając od południowej bramy Angkor Wat i poruszając się zgodnie ze wskazówkami zegara, zajęło cały dzień. Po drodze oczywiście nie brakuje restauracji i stoisk z szejkami, są na parkingu przy każdej świątyni, ale ceny są stosunkowo wysokie jak na biedny kraj, wyższe niż w Tajlandii. Szejki po 2 USD, dania po 7-9 USD.
Wieczorem odebrałem swoje pranie. Na 23 noce zabrałem tylko bagaż podręczny i tylko raz skorzystałem z pralni, za 4 kg płacąc 4 USD. To dużo lepszy pomysł niż po pierwsze dopłacanie za bagaż nadawany (czasem nawet 600 zł/sztuka, jeśli nie jest w cenie biletu), a po drugie, przede wszystkim, szarpanie się z ogromną walizką w środkach komunikacji, które nie są do tego przystosowane, tak jak mniejsze motorówki czy busy (np. Bangkok-Ayutthaya czy Koh Samet – Bangkok), w których praktycznie nie ma miejsca na bagaże, wypycha się nimi wolne przestrzenie np. za kierowcą i przy drzwiach.
Dzień 13 – 17 grudnia 2025 r. – rejs z Siem Reap do Battambang
Ta atrakcja jest naprawdę mało turystyczna i świetna. Rejs drewnianą łodzią spod Siem Reap (odbiór z hotelu) pod okolice Battambang. Głośno, średnio wygodnie (choć na mojej łodzi były fotele biurowe z gąbkowo-siateczkowym siedziskiem, to i tak super!), ale z możliwością zobaczenia jak żyje się na wodzie, dosłownie. W pływających domach, łodziach, jak działają pływające szkoły (choć te akurat były na palach), sklepy. W Azji nie ma pustych przebiegów, każdy środek transportu po drodze realizuje różne zadania. Na moją łódkę, na której było tylko kilku innych turystów, wsiadali także lokalni mieszkańcy przemieszczający się między wioskami (wsiadający zawsze z uśmiechem i witający się, schludni, czyści), ładowano i rozładowywano różne towary. To niesamowite doświadczenie zobaczyć jak wygląda tak bardzo różne od naszego życie. I że bieda wcale nie musi oznaczać patologii. A co do samej infrastruktury – z zasięgiem telefonicznym było nieźle, a w pływającym sklepie, w którym się zatrzymaliśmy, można było… płacić kartą. Zupełnie inaczej niż np. w turystycznej restauracji w dużych miastach w Czechach (gdzie oprócz tego bankomaty pobierają bardzo wysokie opłaty za wypłatę, nie do ominięcia). Taką to mamy, nie zawsze nowoczesną Europę. 😊 O polskim zasięgu komórkowym nie wspominając.
Rejs trwał około 7 godzin. Dopłynęliśmy do okolic Battambang, tam już czekały tuk-tuki chętne na kurs. Grab również działał i był nawet tańszy, ale stwierdziłem, że nie zbiednieję przepłacając kilka złotych, dla kierowcy ta kwota ma na pewno większe znaczenie.
Zameldowałem się w hotelu, czując, że ponownie wróciłem do „swojego” świata, poszedłem zjeść, pochodziłem po Battambang i odpocząłem na masażu.
Dzień 14 – 18 grudnia 2025 r. – lot do Laosu (Luang Prabang)
Po śniadaniu wróciłem busem do Siem Reap, a stamtąd tuk-tukiem pojechałem na lotnisko. Wylądowałem w Luang Prabang, najbardziej turystycznym miejscu w Laosie. Ponownie, tak jak w Kambodży, byłem zaskoczony, jak tu przyjemnie, ładnie, czysto. W jeszcze biedniejszym kraju. Zjadłem khao soi (w Tajlandii również jest potrawa o tej nazwie, ale to jest co innego), czyli zupę z mielonym mięsem, pospacerowałem głównymi ulicami, zahaczyłem o nocny targ z jedzeniem i oczywiście dzień zakończyłem masażem.
Dzień 15 – 19 grudnia 2025 r. – świątynie wokół Wat Xieng Thong i wodospad Kuang Si
Po śniadaniu nad brzegiem Mekongu przeszedłem się do najważniejszego w mieście kompleksu świątyń wokół świątyni Wat Xieng Thong.
Później wybrałem się zbiorczym busem nad wodospad Kuang Si, gdzie jednocześnie znajduje się azyl niedźwiedzi.
Po powrocie do Luang Prabang, krótko przed zachodem słońca wszedłem na punkt widokowy Phousi Hill. I znów wylądowałem na khao soi i masażu.
Dzień 16 – 20 grudnia 2025 r. – droga do wioski Muang Ngoy
Pierwszy etap tej podróży to odbiór z hotelu przez busik, który dowiezie mnie do wioski Nong Khiaw. Tym razem było ciasno, pełne obłożenie. Całe szczęście bagaże wylądowały na dachu, bo inaczej byłoby to niemożliwe. Po 4 godzinach jazdy dotarłem do wioski Nong Khiaw. Kupiłem bilet na łódkę do Muang Ngoy za kilka złotych i zjadłem dobry makaron z widokiem na rzekę. Łódka się opóźniała, ostatecznie przez małą liczbę chętnych trzeba było dopłacić jeszcze kilka złotych. Ruszyliśmy. Widoki były niesamowite.
I dotarłem do Muang Ngoy. Niby trochę na końcu świata, myślałem, że to będzie najmniej turystyczne miejsce podczas tej podróży, ale jednak, było dosyć turystyczne. Pomyślałem, że mało jest już miejsc i jednocześnie pięknych, nie bardzo trudno dostępnych i nieturystycznych, świat się kurczy, turystyka dociera wszędzie. Nie szkodzi, wioska była pięknie położona i wystarczająco spokojna, by odpocząć tu cały kolejny dzień. Bez poruszania się inaczej niż pieszo.
Dzień 17 – 21 grudnia 2025 r. – wioska Muang Ngoy
Po śniadaniu z widokiem na góry, wybrałem się na punkt widokowy Phanoi, do którego szlak prowadził po drodze przez jaskinię. Piękne widoki. Resztę dnia spędziłem patrząc na rzekę. Taki dzień był w końcu potrzebny. 😊
Dzień 18 – 22 grudnia 2025 r. – powrót do Tajlandii
Łódka do Nong Khiaw, busik do Luang Prabang, khao soi, masaż i taxi (tam działa aplikacja Loca) na lotnisko. Lot do Bangkoku DMK (Don Mueang), nocleg przy lotnisku, sashimi na dowóz Grabem (miałem ochotę już na coś innego niż kuchnia khmerska i laotańska), spać.
Dzień 19-22 – 23-26 grudnia 2025 r. – Phuket (Ko Kho Khao)
Już po raz trzeci w życiu wylądowałem na lotnisku Phuket. Za każdym razem z innym planem. Tajlandia oferuje mnóstwo możliwości i zasługuje na wiele wizyt. Tym razem plan to było odpocząć na bardzo cichej wyspie z kilometrami dzikiej plaży, Ko Kho Khao.
W trakcie pobytu wybrałem się na wycieczkę na Wyspy Similan. Do portu Baan Nam Khem, skąd wypływały motorówki dociera się o 6 rano. Tam czeka na nas śniadanie w formie bufetu. Po 1:30h płynięcia (niestety zdecydowanie nie dla osób z chorobą morską) docieramy na pierwszą z wysp. Najpierw snorkeling, później wypoczynek na wyspie, no i oczywiście przekąski. Później ponownie snorkeling w innym miejscu i wypoczynek oraz obiad na drugiej wyspie. Następnie trzeci snorkeling i powrót na ląd, jakieś 2 godziny przed zachodem słońca, więc jeszcze można było odpocząć na plaży przy hotelu. Życie pod wodą nie było zbyt spektakularne, ale wyspy same w sobie były niezaprzeczalnie rajskie.
Dzień 23-25 – 27-29 grudnia 2025 r. – Koh Yao Yai
Ostatnie 2 noce spędziłem na wyspie, która staje się coraz bardziej popularna. Woda nie jest tu turkusowa, a plaże białe jak mąka, ale jest przyjemnie. Plan był taki, żeby po niemal całym miesiącu przemieszczania się, już nigdzie się nie ruszać, poza oba końce plaży. 😊
I tak skończyła się moja dotąd najdłuższa w życiu podróż. Uwielbiam Azję. Jeszcze tu wrócę.