- nieoczywiste, niezadeptane przez turystów, warte uwagi miasta z dziedzictwem: Bilbao, Burgos, Victoria, San Sebastian, Santander
- wspaniałe, szerokie, majestatyczne, dające oddech oceaniczne plaże, na których nawet w lecie nie będzie za gorąco i nie będzie tłumów
- jak to w Hiszpanii – świetne owoce morza i lokalne tapas, czyli pintxos
- jeśli ktoś myśli, że był już wszędzie w Hiszpanii, bez odwiedzenia Kraju Basków, to się myli!
Zainteresowany? Zapytaj o ofertę dla siebie!
Za dużo czytania? Zobacz relację na Instagramie (dodatkowo z filmami!)
Część I
Część II
Dzień 1 – 13 lipca 2025 r.
Do Bilbao poleciałem z Wrocławia, Lufthansą przez Monachium. Lubię ten mały samolot-parówkę Mitsubishi CRJ. Jak zwykle wynająłem samochód i wkrótce zameldowałem się w hotelu w Bilbao. Mimo, że ten region leży nad oceanem i obfituje w piękne plaże, nie rozwinęła się tu typowo plażowo-hotelowa turystyka, nad wodą prawie nie ma hoteli. A często w ogóle nic nie ma, tylko natura. Stąd wybór Bilbao na wszystkie 6 nocy, poza tym jest to świetna baza wypadowa.
Przeszedłem się ze swojego położonego przy dworcu hotelu do starego miasta, zahaczając o legendarne w tym regionie pintxos, czyli baskijską odmianę tapas. Konkretnie w legendarnym miejscu El Globo. No cóż, ciekawe, ale wole te andaluzyjskie, chrupkie. 🙂 Te baskijskie to zazwyczaj dość drobno zmielona pasta (tu do wyboru z czego) na grzance.
Dzień 2 – 14 lipca 2025 r.
Po moim ulubionym hiszpańskim śniadaniu z tostada de tomate i szynką serrano, wyruszyłem do Burgos.
Następnie w drodze powrotnej do Bilbao zatrzymałem się w Victorii, a wieczorem ponownie odkrywałem pinxtos w Bilbao.
Dzień 3 – 15 lipca 2025 r.
Dzień rozpocząłem od relaksu na Playa de Sopelana. Później pojechałem do miasta niemal na granicy z Francją, San Sebastian-Donostia. W Kraju Basków tak na znakach opisane są miejscowości, pierwsza nazwa po hiszpańsku, druga po baskijsku. Tam klimat był dużo bardziej turystyczny. Jak na miasto, plaża była naprawdę ładna. Fajnie byłoby mieć taką we Wrocławiu. 🙂 Nie odmówiłem sobie wizyty w tapas barze, bardzo obleganym, Bar Sport. Wracając zahaczyłem o jeszcze jedną plażę i na kolację zjadłem ośmiornicę po galicyjsku w małym miasteczku Mutriku, w Taberna Ametza.
Jak widać na zdjęciach, język baskijski jest niepodobny do niczego innego. To nie jest dialekt, to jest odrębny język. Pracownicy sektora publicznego w Kraju Basków muszą legitymować się certyfikatem z języka baskijskiego.
Dzień 4 – 16 lipca 2025 r.
Dzień rozpocząłem od relaksu na pięknej, dzikiej, Playa de Sonabia. Na obiad pojechałem do Laredo na kalmary z atramentem, do Restaurante Casa Silvino. Dlaczego wszędzie usuwa się z nich atrament? Pewnie do innych celów, np. barwienia arroz negro czy makaronów. A w nim jest mnóstwo smaku. Gdybym miał wybór, zawsz wybierałbym kalmary z wnętrzem. 🙂
Później pojechałem do Santander, w Polsce znanego głównie z banku – tak, to ten. Na zdjęciach jest główna siedziba, niestety w remoncie. Kolejne piękne miasto z dziedzictwem.
Dzień 5 – 17 lipca 2025 r.
Po spędzeniu większości dnia na ulubionej plaży Sonabia, wstąpiłem na owoce morza w Castro-Urdiales, a wieczorem przejechałem się po nadmorskich miejscowościach w okolicy Bilbao.
Dzień 6 – 18 lipca 2025 r.
Odpoczynek na plaży. 🙂
Dzień 7 – 19 lipca 2025 r.
Ostatniego dnia odwiedziłem słynne Muzeum Guggenheima ze zbiorami sztuki nowoczesnej. Następnie plaża znana z Gry o tron – Playa de Muriola. Z salpicon w ręku, czyli sałatką z owoców morza z Mercadony. I powrót do Wrocławia.