Mauritius

👉 dobre hotele przy rajskich plażach z piaskiem białym jak mąka
👉 ogród botaniczny z kilkumetrowymi liliami wodnymi
👉 kolonialna rezydencja Eureka nad rzeką z pięknymi wodospadami
👉 stolica z nowoczesnym nabrzeżem i tradycyjnymi targami po drugiej strony ulicy
👉 kompleks hinduskich świątyń nad jeziorem Grand Bassin
👉 punkty widokowe Gorges i Alexandra Falls, możliwości trekkingów tam i w regionie Black River
👉 wycieczka motorówką po wschodnim wybrzeżu
👉 półwysep Le Morne z rajskimi plażami i podwodnym wodospadem
(nie opisany niżej)
Zainteresowany? Zapytaj o ofertę dla siebie!


Za dużo czytania? Zobacz relację na Instagramie z dodatkowymi filmami!
Część I
Część II

Dzień 1, 5 grudnia 2024 r.

Wylądowaliśmy na Mauritiusie. Nie spodziewając się tego jeszcze dobę wcześniej, ale trafiła się okazja. 🙂 Z tego względu (niespotykane lastminute wycieczki czeskiego biura) nie miałem możliwości podzielenia pobytu między 2 części wyspy, co normalnie bym zrobił, ale coś za coś. Już z powietrza można było dostrzec bujną, soczystą zieleń zapowiadającą ciekawą eksplorację wyspy. Lotnisko okazało się bardzo cywilizowane, a odchodzące od niego ciemnoasfaltowe, dobre drogi, wskazywały, że ta, kolejna na mojej liście afrykańska wyspa, będzie jednak trochę inna, o poziom cywilizacyjny wyżej. 😊 Krótkie formalności i odebraliśmy samochód. Ruch lewostronny, ale przy automatycznej skrzyni, która jest tu standardem, to żaden problem. Nie był to wymarzony początek wakacji po długim locie, ale przynajmniej ciekawy, ponieważ po drodze do naszego hotelu na wschodnim wybrzeżu musiałem jeszcze kupić ładowarkę do laptopa, której zapomniałem z domu. Już w samolocie po wylądowaniu kiedy się zorientowałem, zrobiłem mały research w Mapach Google, więc mniej więcej wiedziałem gdzie próbować jej szukać, ale ostatecznie nie znalazłem jej w zapisanych miejscach, lecz w miejscu które polecono mi w jednym z tych zapisanych miejsc. W każdym z odwiedzonych sklepów z akcesoriami komputerowymi wszyscy byli bardzo życzliwi i chcieli mi pomóc. Już wtedy zauważyłem, nie wiedząc wiele o wyspie, jak bardzo jest tutaj „indyjsko”. Chodzi o wygląd ludzi i wystrój sklepów. A na zaparkowane nie idealnie (ale nie dało się inaczej) auto przy sklepie z warzywami, nikt nie trąbił, nie wygrażał i nie wykrzykiwał. Co niestety zdarza się w Polsce, chcąc wysadzić kogoś na osiedlu na 5 sekund (które dla niektórych jest autostradą z dozwoloną prędkością 300 km/h i zakazem zatrzymywania się). I w końcu, ze zgromadzonych w długiej ladzie ładowarek i kabli, dało się dopasować takie, które pasowały. Praca uratowana. 😊

Dojechaliśmy do hotelu z piękną plażą, w dodatku zamiast pokoju standardowego otrzymaliśmy darmowy upgrade do dużego apartamentu. Ten i kolejny dzień odpoczywaliśmy.

Dzień 3, 7 grudnia 2024 r.

Czas na pierwszą wycieczkę. Pierwszym jej punktem był Sir Seewoosagur Ramgoolam Botanical Garden, największy ogród botaniczny na wyspie, słynący z kilkumetrowych lilii wodnych.

Następnie odwiedziliśmy kolonialną rezydencję Maison Eureka. Poza ciekawymi, bogatymi wnętrzami (całe szczęście wystrój nie ograniczał się do dywanów i sufitów jak to czasem bywa 😊), można było stamtąd udać się dość prostą ścieżką nad 3 ładne wodospady.

Na koniec odwiedziliśmy stolicę wyspy Port Louis, zaczynając zwiedzanie od najnowocześniejszej i najelegantszej części czyli Waterfront z galerią handlową. Znajduje się tam słynne Blue Penny Museum, muzeum znaczków pocztowych, ale na tym akurat nam nie zależało. Przechodząc na drugą stronę ulicy, w głąb miasta, krajobraz jest już zupełnie inny. Przeszliśmy się tam przez Central Market, którego częścią był też targ z mięsem i rybami, ale smród był taki (naprawdę, same surowe ryby dla mnie pachną, ale to były gnijące na mokrej i lepkiej podłodze resztki), że niestety nie zachowało się z tego żadne zdjęcie. 😊 Ostatnie zdjęcia to kolacja a’la carte w hotelu.

Dzień 5, 9 grudnia 2024 r.

Kolejna wycieczka, tym razem w trochę większą dzicz, na południowy zachód. Pierwszym punktem była Sophie Nature Walk, krótka i łatwa ścieżka dla każdego, prowadząca wśród ciekawych okazów roślin.

Następnie zatrzymaliśmy się przy kompleksie świątyń hinduskich nad jeziorem Grand Bassin. Spodobała się nam spokojna, relaksująca atmosfera i muzyka.

Po krótkiej jeździe dotarliśmy do Gorges Viewpoint. Na parkingu powitały nas urocze małpki (nawet nie próbowały niczego kraść). Później chciałem dojechać jeszcze do punktu widokowego Chamarel i być może Le Morne (półwysep znany z „podwodnego wodospadu” widocznego z powietrza, wizytówka Mauritiusu), ale odcinek drogi zaraz za punktem widokowym Gorges był niestety zamknięty.

Ostatnim odwiedzonym punktem był punkt widokowy na wodospad Alexandra Falls.

To najdzikszy region wyspy, w którym można zaplanować różne, intensywne wycieczki piesze, ale koncepcja tego wyjazdu była inna, stąd odwiedziliśmy to, co było łatwo dostępne. 😊Obiad zjedliśmy na trasie, w zupełnie nieturystycznym miejscu. Tikka masala, przepyszne.

Dzień 6, 10 grudnia 2024 r.

Ostatnia wycieczka, tym razem morska, wzdłuż wschodniego wybrzeża, z krótkim snorkelingiem, na wyspę Ile au Phare, do wodospadu GRSE i z lunchem na wyspie Ile aux Cerfs.

Po godzinie 09:00 wypłynęliśmy z Blue Bay, miejsca znanego z jednych z najlepszych warunków do snorkelingu na wyspie według przewodnika Lonely Planet. No cóż, warunki były raczej słabe, rafa szara i martwa. To nie jest mocna strona Mauritiusu, choć nie sprawdzałem jak wygląda to na zachodnim wybrzeżu. Później minęliśmy wrak ponad 100-letniego statku, który przewoził węgiel z RPA na Mauritius, używany jako… paliwo w kolei, która wtedy funkcjonowała na wyspie.

Dopłynęliśmy do wyspy ile au Phare, nazwanej tak od latarni morskiej, z której pozostały tylko ruiny.

Kolejnym punktem był wodospad GRSE, pod który podpłynęliśmy maksymalnie blisko, a po drodze obserwowaliśmy skaczące po drzewach małpki. Ostatnim punktem był lunch (ale zdjęcia są z hotelowej restauracji a’la carte, nie stamtąd, niestety 🙂 ) i odpoczynek na wyspie Ile aux Cerfs, którą w większości zajmują pola golfowe.